niedziela, 30 listopada 2014

Dlaczego nie palę?

Dziś zapraszam Was na mocny, emocjonalny (przynajmniej dla mnie) i może nawet nieco osobisty post, w którym opowiem Wam... dlaczego nie palę. Do napisania tej notki popchnął mnie wpis na blogu Porady Herrbaty (warto zerknąć).

Jest wiele powodów tego "zjawiska", tak rzadko spotykanego, szczególnie w kręgach młodzieży.
Pierwszym z nich będzie oczywiście to, że nie mam ukończonych 18 lat (ba, 17 skończę dopiero za miesiąc... i dwa dni :)). Sądzę jednak, że nie na tym powinniśmy się tu skupić. Przecież nie tak trudno teraz iść do sklepu, poprosić o paczkę "fajek" i zapalić na 20-minutowej przerwie za przyszkolnym budynkiem razem z paczką przyjaciół. Większość sklepów ma nawet gdzieś pytanie o dowód. Oczywistym jest, że sprzedawcy nastawieni są na dochody - chcą jak najwięcej sprzedać, by jak najwięcej przy tym zarobić.
Drugim powodem będzie astma. Dość, hm, ostra astma. To również powinno od razu wszystko wyjaśniać. Zwyczajnie duszę się w otoczeniu dymu tytoniowego.
Ponadto, jak słusznie zauważyła Gosia, palenie jak najbardziej nie sprzyja urodzie. Oczywiście nie trzeba się tutaj rozpowiadać. Smród, żółte zęby, szara skóra i siano zamiast włosów mówią same za siebie.
Następny powód? Ogólny brak korzyści wynikający z palenia. Bo co? Pójdziesz do sklepu, kupisz przysłowiowe "fajki" i? Jasne, rozumiem, że może Cię to relaksuje, ale na jak długo i jakim kosztem? Za chwilę znów się zdenerwujesz i wydasz kolejne kilkanaście złotych na kolejną paczkę. Powoli się wkręcasz, uzależniasz. Powoli się zabijasz. Tymczasem pieniądze wpadają do portfela Twoich katów. Dobrze Ci z tym? Dobrze Ci ze świadomością, że PŁACISZ ZA WŁASNĄ ŚMIERĆ, a inni się na niej wzbogacają?

źrodło

Jeśli palisz lub paliłeś, możesz śmiało obliczyć ile kosztuje Twoja miesięczna dawka trucizny.
Często spotykam się ze stwierdzeniem, że "z jakiegoś powodu trzeba umrzeć". Nie lepiej, taniej i szybciej wyjdzie, jeśli powiesisz się na kawałku starego sznura lub strzelisz sobie w łeb? Paląc, niszczysz się powoli. Zabijasz się. Jest to jednak śmierć o wiele spowolniona. Wystrzał z pistoletu trwa zaledwie kilka sekund. A Ty, palaczu, poświęcasz znacznie więcej czasu (i pieniędzy), by się zabić.

Oczywiście w ostatnim akapicie nie mam zamiaru namawiać palaczy do popełnienia samobójstwa, a jedynie uświadomienie wszystkim, jak bezsensowne jest świadome skracanie sobie życia.
Mam również drobny duży apel do palaczy-egoistów. Zatruwajcie się w domu, błagam. Rozumiem, że nie chcecie zostawić smrodu papierosów w czterech ścianach, ale ja też nie mam ochoty wdychać Waszej trucizny. Nie myślcie tylko o sobie. Nie jesteście jedyni. To, że ktoś nie wsadza sobie jej do ust nie oznacza, że nie pali. Jest zmuszony, by palić. Jest palaczem biernym. I wiecie co? To jest najgorsze. On jest zmuszony, byście go zabijali. Powiem więcej - astmatycy. Jako jedna z nich dobrze wiem, jak okropne jest wdychanie jeszcze bardziej zatrutego powietrza i wspomniane już dawno duszenie się. Naprawdę chcemy oddychać normalnie, a Wy nam to uniemożliwiacie. Dziękuję.

Jeśli kogokolwiek uraziłam powyższym postem - przepraszam. Jednocześnie zapraszam do dyskusji na ten temat w komentarzach.


xoxo