niedziela, 31 sierpnia 2014

Wszystko o niczym, nic o wszystkim, czyli długo mnie tu nie było.

Coś długo tu nie zaglądałam, a tym bardziej nie pisałam. Jak pewnie zdążyliście zauważyć, trochę zmieniłam wygląd bloga i jego nazwę. Przyznaję - wciąż nie mam pomysłu na ładny design.
Czy coś się zmieniło? Odrobinkę.

PAZNOKCIE
W końcu udało mi się pokonać mój okropny nawyk obgryzania paznokci... Mam nadzieję, że na stałe. Aż odważę się wrzucić zdjęcie. W końcu nic tak nie motywuje do działania jak postępy. Zaraz krzykniecie, że fuj, że ble, ale dla mnie to już sukces. Niestety, paznokcie na zdjęciach są już spiłowane. A szkoda, bo długie wyglądały całkiem znośnie. No i znów musicie mi wybaczyć komórkową jakość. Obiecuję, że w najbliższym czasie się poprawię.
Jestem również w trakcie kuracji z odżywką Eveline 8w1. Póki co nabawiła mnie bólu kciuka u lewej ręki. Mam nadzieję, że to wina mojego nieumiejętnie zjechanego pilniczkiem paznokcia, nie odżywki. A jeśli nie to, cóż, byłam ostrzegana...
Zrobiłam kilkudniową przerwę i wznowiłam kurację. Póki co jest raczej dobrze.


WŁOSY
Czy w przypadku włosów zmieniło się wiele? Hm... Powiedziałabym raczej, że zmiany dopiero nadchodzą.
Wcześniej moja pielęgnacja ograniczała się do zwykłego szamponu, oczywiście z silikonami (jakżeby inaczej?). Dodatkowo od czasu do czasu olejowanie, maski, cukrowy peeling skóry głowy, okazjonalnie płukanki (cebulowa!). Odżywka? Tylko bez spłukiwania (Artego, Easy Care). Końcówki? Serum (Matrix, Sleek.look). (Oba specyfiki znalezione w domowej szufladzie z kosmetykami. Przynajmniej nie wydałam majątku, a sprawdzają się nieźle.)
Ostatnio udałam się do Rossmanna z zamiarem zmiany czegoś w diecie moich włosów. Efekt? Szampon Babydream oraz odżywka nawilżająca z granatem i aloesem od Alterry (akurat złapałam ją w cenie 5,99 zł). Co mogę powiedzieć po jednym dniu? Tak naprawdę niewiele. Mogę wspomnieć, że na chwilę obecną moje włosy są niesamowicie miękkie i gładkie. Aż chce się głaskać.
Warto również wspomnieć o tym, co ostatnio odkryłam. Moje włosy są... falowane. Zawsze myślałam, że są to proste kosmyki, które zwyczajnie nie chcą się układać. Takie nijakie. Zresztą, nadal spoglądając na zdjęcia dziewczyn z falami typu 2a, powątpiewam w swoje włosy. Od czasu tego odkrycia, staram się wcielić w życie zasady CG ("curly girl", czyli zasady pielęgnacji dla osób z kręconymi i falowanymi włosami). Dla dodatkowego efektu wmasowuję we włosy na długości nieco pianki (Wellaflex, Loki i fale) i spinam włosy w tzw. ślimaczka. Poniżej zdjęcie włosów tuż po olejowaniu, peelingu skóry głowy i płukance cebulowej (całkiem szybko rosną, prawda?).



I... MAŁE ZAKUPY
Czyli coś, co sprawia, że jednak czuję się kobietą. Miłość do zakupów. Odkąd wydaje mi się, że schudłam i wszystko leży na mnie jakby nieco lepiej, czerpię z nich większą przyjemność. Oczywiście nadal nie lubię robić zakupów sama. Chyba tylko mój chłopak jest w stanie znieść moje marudzenie na ilość otaczających mnie z każdej strony ludzi. Mimo, że lubię robić zakupy (i wydawać pieniądze na ciuchy, bo "takiej sukienki jeszcze nie mam") to jednak tak przytłaczająca ilość ludzi jest w stanie przyprawić mnie o mdłości i ból głowy. No i zaczynam być kapryśna. Działam innym na nerwy prawie tak samo jak tłumy mi...
Wracając do zakupów - oprócz wspomnianych już szamponu i odżywki - kupiłam sweter. Bardzo ładny sweter. Czuję się w nim trochę jak dywanik, ale i tak jest świetny. I cieplutki, a tego właśnie potrzebuję nadchodzącej jesieni i zimy.

(Nie pytajcie, dlaczego na zdjęciu jest chleb. Serio. Nie pytajcie...)

Sweterek pochodzi z C&A, kosztował mnie (chyba, nie jestem pewna) 80 zł. Przepraszam, przepraszam... 79,90! (Jakby to miało zrobić jakąś różnicę...).

To chyba na tyle. Mam nadzieję, że zawarłam w tym poście wszystko o niczym, o którym mowa w tytule.
xoxo